poniedziałek, 5 stycznia 2026

"Kapsuła" czyli ile ważą wspomnienia.

17:53:00 0 Comments

 

Tytuł: Kapsuła


Autor: Wojciech Wójcik


Wydawnictwo: Zysk i s-ka


Liczba stron: 536


Data wydania: 28-10-2025


Wydawnictwo: Zysk i s-ka


Moja ocena: 8.5/10




Wow. Tylko tyle i aż tyle, bo to jedno słowo - w zależności od kontekstu potrafi wyrazić naprawdę wiele emocji. A w przypadku "Kapsuły" Wojciecha Wójcika jest ich sporo. 


Nieco przewrotnie, zacznę tę recenzję od końca. W posłowiu, sam autor pisze o sobie: jednym z moich pisarskich idoli jest od wielu lat Harlan Coben. I z tym zdaniem zrozumiałam dlaczego powieść którą miałam w rękach zdecydowanie zakwalifikowała się do tych, dla których warto zarwać noc i nadwyrężyć oczy w inny sposób niż tylko przed błękitnym ekranem. Daję słowo, że historia przedstawiona na jej kartach jest zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż rolki i retuszowane zdjęcia. 


W liceum im. Władysława Jagiełły nikt się nie spodziewa, że szkolna uroczystość zakończy się skandalem i… śmiercią. 
Justyna Wysocka, bibliotekarka, zostaje wyznaczona do organizacji obchodów czterdziestolecia szkoły. Jedną z głównych atrakcji ma być prezentacja pamiątek z odnalezionej kapsuły czasu. Gdy na ekranie pojawia się zdjęcie nagiej kobiety, uroczysta atmosfera pryska. Justyna podejrzewa, że odpowiadają za to uczniowie z klasy IIIc. Ale to dopiero początek. Jeszcze tego samego wieczoru w szkole wybucha pożar. Ginie nauczyciel, o którym krążyły niepokojące plotki. W tym samym czasie znika uczennica, a jej kolega z klasy odkrywa, że podała jego adres jako miejsce, do którego rzekomo się wybierała– choć tam nie dotarła.
Im głębiej bohaterowie zanurzają się w przeszłości, tym mroczniejsze tajemnice wychodzą na jaw. Kim była kobieta ze zdjęcia? Dlaczego wykonano je w ogrodzie ucznia? I co oznacza drewniany krzyż, który ktoś po latach postawił w tym samym miejscu? W szkole wszyscy mają coś do ukrycia, a historia sprzed lat jeszcze się nie skończyła...

(opis wydawnictwa)


Osadzenie powieści w realiach polskiej szkoły jest w mojej ocenie zabiegiem ryzykownym, wymagającym dobrego warsztatu literackiego i co najmniej dobrego pomysłu, który będzie konsekwentnie realizowany, w przeciwnym razie może - kolokwialnie mówiąc - nie wypalić. Wojciech Wójcik zdecydowanie stanął w tej materii na wysokości zadania, choć przyznam szczerze, że w rzeczywistość legnickich licealistów trzeba się wciągnąć. 

Trzeba też polubić bohaterów, a przyznam szczerze, że nauczycielka od której zaczyna się całe zamieszanie z początku działała mi nieco na nerwy. Nie mam tutaj na myśli tego, że była czarnym charakterem, wręcz przeciwnie, jednak odebrałam ja jako nieco gapowatą, pozbawioną bystrości, co spowolniło tempo mojego czytania na kilkadziesiąt stron. Wrażenie to uległo w dalszej części złagodzeniu, zwłaszcza że w polu widzenia pojawiły się inne postacie, nieco bardziej wyraziste, i takie których obecność miała zdecydowanie większy wpływ na przebieg zdarzeń i rozwikłanie zagadek z przeszłości. Do moich ulubieńców zdecydowanie zaliczał się pan Mariusz - emerytowany policjant, pracownik szkoły, który na własną rękę postanowił prowadzić dochodzenie w sprawie. A ponieważ mamy do czynienia z osadzeniem wydarzeń w małej miejscowości, dla kolorytu autor dorzucił jeszcze uwielbianego lokalnego księdza, uważną sklepikarkę, dyrektora ze wstydliwym problemem (o którym nikt przecież nie wiedział) no i uczniów o różnym charakterze i różnej - często burzliwej przeszłości. Co więcej - uczniów zarówno obecnych jak i uczniów - absolwentów sprzed 40 lat. 


Za ten koloryt, przekrój przez różne warstwy społeczne, przeplatające się ze sobą wątki psychologiczne, trudne tematy, jak choćby (uwaga, SPOILER) nieodwzajemniona miłość do nauczyciela i jej konsekwencje, a także swego rodzaju zaburzenia na różnym tle - gigantyczny plus. Tak poprowadzona akcja i zgłębienie tematu nie następuje w ciągu jednego dnia. Z jednej strony widać spory nakład pracy autora, ale z drugiej - nie jest on wymuszony ani nachalny, czuć lekkie pióro i swego rodzaju wyważenie, ponieważ elementy psyche nie tłamszą w żaden sposób świetnie skonstruowanego thrillera/powieści sensacyjnej/kryminału. 


Kiedy czytelnikowi wydaje się, że rozwiązanie jest już na wyciągnięcie ręki, kiedy wraz z Bartkiem i Sofią krąży po legnickich (i nie tylko) uliczkach, zagłębiając się w coraz bardziej zagmatwany labirynt i odkrywa kolejne zagadki i tajemnice autor nagle zupełnie zmienia kierunek, myląc tropy i wodząc za nos. I to tylko po to, żeby w następnej części przenieść nas w zupełnie inne miejsce zdarzeń do zupełnie innych bohaterów. Ale wiecie co? Te skoki wcale nie są na tyle częste, żeby zaburzyło to odbiór całości czy spowodowało, że czytelnik pogubi się w wydarzeniach, i tu przejawia się zdecydowanie przemyślana konstrukcja powieści. Wszystko ma swoje miejsce i czas, zgrabnie prowadząc do finału, którego nie sposób przewidzieć, i który jest sporym zaskoczeniem. 


Warto przy tym wspomnieć, że pomimo iż książka to kryminał/thriller w żaden sposób nie epatuje brutalnością. Krew nie leje się tu w każdym rozdziale, a opisy obrażeń nie ciągną się stronami. Sprawia to, że powieść jest dobra dla osób o nieco słabszych nerwach, bo pomimo - a może dzięki - pominięciu tych elementów, tak przecież charakterystycznych dla gatunku, trzyma w napięciu do ostatniej strony. Ostatnie kilkadziesiąt z nich dosłownie połknęłam, niemal zmuszając się do tego, aby nie pomijać całych fragmentów tekstu :D


Moje pierwsze spotkanie z Wojciechem Wójcikiem zdecydowanie dopiero otwiera drzwi do dalszej przygody z jego twórczością, a patrząc całkowicie subiektywnie  - skoro Harlan Coben mógł podjąc literacką współpracę z Reese Whiterspoon to kto wie co przyniesie przyszłość?



  














poniedziałek, 29 grudnia 2025

Pozwól mi wejść

17:05:00 0 Comments
Blackeberg, spokojne przedmieście Sztokholmu, skrywa coś więcej niż nudę codzienności. Nieśmiały i zakompleksiony dwunastoletni Oskar mieszka z matką. Nie ma przyjaciół, w szkole jest przedmiotem nieustannych drwin i szyderstw, koledzy dręczą go i prześladują. Pewnego dnia do sąsiedniego mieszkania wprowadza się Eli. Jest rówieśniczką Oskara, ale nie chodzi do szkoły. I opuszcza dom tylko po zmroku. Chłopiec dostrzega w niej bratnią duszę — inność, samotność i tajemnicę. Jednak Eli nie jest taka jak inni… Nagle w okolicy zostaje znalezione ciało nastolatka – bez kropli krwi. Lecz Oskara bardziej intryguje fakt, że ofiara to jego prześladowca. A przecież jest ich wielu…
Tytuł: Pozwól mi wejść
Autor: John Ajvide Lindqvist
Liczba stron: 492
data wydania: 17.09.2008
wydawnictwo: Zysk i s-ka
Ocena: 7,5/10

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Pierwszą jego książką, którą czytałam była "Życzliwość" i powiem szczerze - że po jej lekturze czułam przynajmniej lekki niedosyt opowiedzianą historią, która wydawała się ciągnąć i ciągnąć, tylko po to, aby zamknąć się w dość gwałtowny sposób na kilku ostatnich stronach. 

Postanowiłam się jednak nie poddawać i dać "szwedzkiemu Stephenowi Kingowi" drugą szansę. I wiecie co? Zdecydowanie było warto. Czy to przez klimat nadchodzącego finału największego chyba hitu pewnej platformy streamingowej, czy przez zupełnie inną tematykę, ale historia Eli i Oscara zdecydowanie bardziej do mnie przemówiła. Oto mamy samotnego, nastoletniego chłopca, prześladowanego w szkole, przezywanego "prosiakiem", który niemal desperacko potrzebuje przyjaciela (nawet jeśli nie do końca sam zdaje sobie z tego sprawę). Kiedy więc w sąsiedztwie pojawia się tajemnicza dziewczynka, która skacze z killkumetrowych huśtawek i układa kostki Rubika w jeden wieczór, od razu przyciąga uwagę głównego bohatera. A jeśli dodać do tego fakt, że w okolicy zostają w niewyjaśnionych okolicznościach zabijane dzieci (i dorośli) to mamy zaczątek dobrego kryminału połączonego z wątkami fantastyki. 

Eli i Oscar są postawieni na zupełnie przeciwnych stronach jeśli chodzi o charakter. On - wiecznie na celowniku szkolnych prześladowców, ona - samotna, zamknięta w domu, niezauważona przez nikogo, drobna i krucha potrzebująca pomocy. Wokół tej dwójki, niczym wokół jądra atomu krążą pozostałe postacie - "tata" Eli, rodzice Oscara, jego koledzy z sąsiedztwa, nauczyciele oraz kilku miejscowych pijaczków. Krążą, ale nie skradają przysłowiowego szoł, a wyważenie ciężaru bohaterów zdecydowanie zasługuje na plus. W ten sposób, mimo całego korowodu postaci (które pełnią mniejszą lub większą rolę w tej historii) czytelnik nie ma wątpliwości, kto jest gwiazdą spektaklu. 

"Pozwól mi wejść" nie jest jednak jedynie opowieścią o wampirach (myślę, że nie jest to żaden spoiler, łatwo wywnioskować to z treści, a nawet z kilkunastu pierwszych stron książki). To także opowieść o dorastaniu, przyjaźni, wartościach oraz poznawaniu samego siebie, swoich granic - a miejscami także o ich przekraczaniu. Ile można poświęcić dla drugiej osoby? Czy relacje mogą być na tyle silne, aby możliwe było zamknięcie oczu na pewne kwestie? Co więcej, powieść porusza też wątki obyczajowe i społeczne, które stanowią problemy dla opisanej przez Lindqvista Szwecji. Autor stawia pytania o granice poświęcenia, definicję miłości, brutalności i człowieczeństwa.

Za mały minus (chociaż zdecydowanie mniejszy niż w przypadku poprzedniej książki tego autora, którą czytałam) uznaję nieco przydługą historię. Z jednej strony stanowi to niezły wstęp do głównych wydarzeń, zawiązania akcji i jej kulminacji (zakończenie zdecydowanie nie zawodzi), z drugiej - potrzeba czasu oraz cierpliwości żeby faktycznie wciągnąć się w akcję. Prawdopodobnie był to jednak zabieg celowy, w ostateczności, co ciekawego może się dziać w małym miasteczku w Szwecji, prawda? Pewnie musi tam być trochę nudno, prawda?

Drugim aspektem, który z początku może nieco utrudniać lekturę jest umiejscowienie niemal wszystkich postaci na pierwszych kilkunastu stronach historii. Ciężko jest wyłapać te wszystkie luźne wątki i końce i nadać im sens, tak aby każda postać miała swoje miejsce na tym obrazie. Uwierzcie mi jednak - wystarczy trochę cierpliwości i otwarty umysł, żeby wszystkie puzzle ułożyły się w odpowiedniej konfiguracji, dając w efekcie spójny obraz, ubrany w dobre słowa, z wartko poprowadzoną akcją i zaskakującym finiszem. 

P.S. Osoby o szczególnie plastycznej wyobraźni i wrażliwsze na opisy, mogą w pewnych momentach faktycznie odczuć, że powieść oscyluje także wokół gatunku thrillera.
 
Ciekawostka: w 2008 r. premierę miał film o tym samym tytule oparty o książkę. 














 

niedziela, 7 grudnia 2025

„Zanurzone w zatraceniu" - Monika Koszewska

15:00:00 0 Comments

Są wśród nas kobiety, które świetnie ogarniają swoje życie. Mają rodziny, dobrze płatną pracę i pozycje społeczną, o której można pomarzyć. Schludne, eleganckie i zawsze uśmiechnięte skrywają mroczne sekrety, zanurzają się w zatraceniu ale tylko gdy nikt nie widzi. Każdego dnia zakładają maskę i grają w teatrze własnego życia tylko po to, by wieczorem odreagować przy kieliszku. Tylko czy ta gra ma jakikolwiek sens? 


Tytuł: Zanurzone w zatraceniu" 
 Autor: Monika Koszewska
Liczba stron: 378
Data polskiego wydania: 20 września 2025
Wydawnictwo: PUNKT Sp. z o.o.
W moim odczuciu: 10/10
 
Bohaterkami powieści są trzy kobiety pediatra, nauczycielka i farmaceutka które na pierwszy rzut oka nic nie łączy. Okazuje się jednak, że każda z nich ukrywa prawdę o sobie, sekret, który nie może wyjść na jaw. Za perfekcyjnie stworzonymi maskami ubieranymi każdego dnia rozgrywa się dramat. Trzy kobiety, trzy światy i jeden wspólny mianownik - uzależnienie z którego nie tak łatwo wyjść. Irena, Edyta i Gabriela tak bardzo różne a jednak tak bardzo do siebie podobne. Bohaterki, które które na pierwszy rzut oka spełniają wszelkie normy społeczne - mają rodziny, pracę, prowadzą domy oraz są lubiane w swoim środowisku i wręcz niezastąpione w swojej pracy. Każdego dnia zakładają eleganckie garsonki i używają drogich kosmetyków. Z zewnątrz można by powiedzieć, że świetnie funkcjonują, jednak za zamkniętymi drzwiami rozgrywa się dramat o którym nikt nie mówi. 

Cierpienie tych kobiet to także cierpienie osób z najbliższego otoczenia, które w pewien sposób przyzwalają na to, co dzieje się w domu, gdy nikt obcy nie widzi. Irena przechodzi kryzys w swoim małżeństwie, ma wrażenie że mąż w ogóle jej nie rozumie, a córka wcale jej nie kocha. Edyta nie potrafi się ustatkować i znaleźć mężczyzny na stałe. Z tego powodu wchodzi w krótkotrwałe relacje, które nie zapewniają stałości jej uczuć. Gabrysia cierpi natomiast po rozstaniu z mężczyzną, który przewrócił jej świat do góry nogami i po którym nie może się pozbierać. Każda z nich znajduje zrozumienie w kieliszku bądź lekach. Każda z nich tłumaczy, że to tylko jeden kieliszek, jedna butelka, kilka łyków na rozluźnienie czy żeby przetrwać trudny dzień. Tym samym bohaterki nie widzą problemu, który z każdym dniem się powiększa. Nie uważają się za osoby uzależnione, tłumaczą sobie, że w każdym momencie mogą odstawić kubek lub kieliszek, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś... 

„Zanurzone w zatraceniu" to książka od której ciężko się oderwać i która zostaje w czytelniku na zawsze. To powieść obyczajowo - psychologiczna, która odsłania prawdę i porusza temat tabu. Powstała na podstawie prawdziwych historii kobiet, które tak jak główne bohaterki - zmagały bądź zmagają się z nałogiem. Monika Koszewska z niezwykłą precyzją, ale bez osądów przedstawia czytelnikowi świat wielu kobiet, które ogarniają swoje życie ale tylko z pozoru i tylko na pokaz. Odsłania przed czytelnikiem obraz głębokiego uzależnienia, prób ratowania swojej pozycji w społeczeństwie i iluzji która podpowiada, że każda z nich ma jeszcze jakąkolwiek kontrolę nad swoim życiem. Obnaża prawdę o współuzależnieniu członków rodzin i osób z najbliższego otoczenia, o cichym przyzwoleniu, rozpadach relacji i konsekwencjach złych wyborów. To książka, która nie ma happy endu, jest za to prawda - bolesna i trudna, tak bardzo jednak potrzebna. 

„Zanurzone w zatraceniu" to jedna z tych pozycji, która zostaje w czytelniku na długo po samej lekturze. To książka bardzo trudna, odkrywająca brutalną prawdę o tym, co dzieje się w wielu domach za zamkniętymi drzwiami. To opowieść o uzależnieniach, które niszczą relacje, związki i rozbijają rodziny. Książka która nie daje pocieszenia i nie napawa optymizmem że w końcu będzie lepiej. To prawda, która w końcu zawsze wychodzi na jaw, historie kobiet które się zatraciły i które można spotkać wśród nas. Może więc warto mieć oczy szeroko otwarte i wyciągnąć pomocną dłoń w stronę osób, które naprawdę tego potrzebują, które doszukują się rozwiązań swoich problemów jedynie na dnie kieliszka.

wtorek, 25 listopada 2025

"Zasada Dixon" - Elle Kennedy

00:00:00 0 Comments

Jak dobrze wiecie, uwielbiam twórczość Elle Kennedy, a jej historie regularnie i bez wyjątku trafiają na listę moich ulubionych książek. Dlatego obok jej najnowszej premiery nie mogłam przejść obojętnie, tym bardziej, gdy okazało się, że jest to powrót do młodszego pokolenia Off-campus.




Tytuł: Zasada Dixon

Autor: Elle Kennedy

Data wydania: 04.11.2025

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 592

Moja ocena: 10/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Tego lata Diana Dixon ma ręce pełne roboty: przygotowania do turnieju tańca, dwa etaty i były chłopak, który nie rozumie, że między nimi już naprawdę koniec. Mimo to zawsze znajdzie chwilę, żeby posłać do diabła swojego nowego sąsiada. Shane właśnie wprowadził się do tego samego bloku i najwyraźniej zamierza zaliczyć całą drużynę cheerleaderek, której Diana jest kapitanką. Owszem, jest wysoki, przystojny i gra w hokeja, ale wkroczył na jej teren. A to oznacza jedno: trzeba ustalić zasady. Po pierwsze – żadnych imprez. Po drugie – zero flirtu z jej koleżankami. Po trzecie i najważniejsze – trzymać się z daleka od niej. Problem w tym, że Shane ma już dość bycia w trybie „rozstaniowej terapii” po zakończeniu długoletniego związku. Kiedy jego była znów pojawia się na horyzoncie, Shane postanawia udawać, że ma nową dziewczynę. A kto lepiej nada się do tej roli niż jego zadziorna sąsiadka? Diana nie zamierza łamać własnych zasad, ale fikcyjny związek to idealna karta przetargowa w wojnie z upartym eks. Wkrótce robi się gorąco, intensywnie i... zdecydowanie zbyt prawdziwie.



Już sama perspektywa ponownego spotkania z uniwersyteckim światem bohaterów, pełnym sportu, rywalizacji i romansów, budziła ogromną ekscytację. Przypominała o wszystkich emocjach, które towarzyszyły mi podczas lektury poprzednich tomów. Dodatkowo rosła ciekawość w związku z nowymi postaciami, chciałam zobaczyć, jak młodsze pokolenie Off-Campus radzi sobie w relacjach, w sporcie i w codziennym życiu uniwersyteckim, a także jak autorka połączy ich losy z dobrze znanym tłem poprzednich historii.



Autorka po raz kolejny już od samego początku udowadnia, że potrafi pisać romanse sportowe. Narracja jest dynamiczna i pełna humoru.  Elle Kennedy balansuje między komediowymi momentami, które wywołują uśmiech na twarzy czytelnika, a scenami bardziej emocjonalnymi, w których bohaterowie mierzą się z własnymi uczuciami, przeszłością czy codziennymi wyzwaniami życia studenckiego. 



Jak w każdej z książek, tak i tutaj kreacja bohaterów jest bardzo dobra. Diana to bohaterka pełna determinacji i poczucia odpowiedzialności. Łączy w sobie niezależność i empatię, jest silna, ale nie brakuje jej wrażliwości. Potrafi stawiać granice, jednocześnie nie bojąc się okazywać emocji i przyznać do swoich słabości. Jej optymizm i poczucie humoru sprawiają, że nawet w trudnych momentach potrafi znaleźć pozytywną stronę sytuacji. Z kolei Shane to klasyczny twardziel z zewnątrz. Z jednej strony pewny siebie, odważny i konsekwentny w swoich decyzjach, z drugiej wrażliwy, empatyczny i lojalny wobec osób, na których mu zależy. Jego tajemniczość i początkowa ostrożność wynikają z doświadczeń i potrzeby ochrony siebie, co czyni go postacią realistyczną i wiarygodną. Powoli otwiera się na Dianę, pokazując nie tylko romantyczną stronę swojego charakteru, ale też odpowiedzialność.



Warto wspomnieć też o motywie fake dating, który stanowi ważny element całej historii. Diana i Shane, rozpoczynając swój układ, mają jasno określone granice i zasady. Autorka wykorzystuje ten motyw nie tylko do tworzenia zabawnych i pikantnych sytuacji. Układ, który początkowo wydawał się wygodnym kompromisem, staje się przestrzenią do odkrywania prawdziwych uczuć, konfrontowania lęków i oczekiwań oraz stopniowego przełamywania barier emocjonalnych. 



Podsumowując “Zasada Dixon” autorstwa Elle Kennedy to kolejna z bardzo dobrych książek autorki. Historia Diany i Shane’a wciąga od pierwszych stron, oferując idealne połączenie humoru i emocji. Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć romanse sportowe, które wciągają i bawią. Diana i Shane nie są postaciami jednowymiarowymi, ich charaktery, wady i zalety sprawiają, że łatwo się z nimi utożsamić, a ich relacja rozwija się w naturalnym tempie, pełnym subtelnych napięć, zabawnych sytuacji i wzruszających momentów. „Zasada Dixon” to książka, która zostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury.


poniedziałek, 24 listopada 2025

"Bitter. Rozkwit. Faza 2" - Katarzyna Barlińska vel P.S. HERYTIERA - "Pizgacz"

00:00:00 0 Comments

Sięgając po kolejny tom, wiedziałam czego, mogę spodziewać się, jednak nie zmieniło to ilości pytań wciąż towarzyszących, czy ciekawości, która ani na krok nie odpuszczała. Wiedziałam, że autorka potrafi kreować skomplikowane intrygi, więc jasnym było, że kontynuacja utrzyma wysoki poziom, ale zastanawiałam się też, czy nie zabraknie jej świeżości.




Tytuł: Bitter. Rozkwit. Faza 2

Autor: Katarzyna Barlińska vel

P.S. HERYTIERA - "Pizgacz"


Data wydania: 24.09.2025


Wydawnictwo: beYA

Liczba stron: 640


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka



Wbrew intencjom Victorii Clark pozornie idealny układ, który zawarła z trzecim dziedzicem imperium farmaceutycznego, zaczyna przypominać błąd w obliczeniach. Choć mieszkańcy Naperville dali się nabrać, Victoria nie może pozbyć się wrażenia, że straciła kontrolę. Z murów, którymi się otoczyła, jedna po drugiej wypadają cegły. Zmuszeni do spędzania razem czasu Victoria i Nathaniel poznają się na nowo. Ich plan wchodzi w drugą fazę rozkwitu, w której z cienia wyłaniają się długo tłumione emocje. Głośne kłótnie zostają zastąpione przez szczere rozmowy, grymasy przez uśmiechy, a skrępowanie i niezręczność znikają na rzecz poczucia komfortu. Niespodziewanie rzeczywistość, jaką zna Victoria, rozsypuje się przez zaproszenie do posiadłości Mitchellów. W sali oświetlonej przez kryształowe żyrandole młoda kobieta poznaje mroczne sekrety elity Naperville. Pod perfekcyjnymi uśmiechami miliarderzy kryją rysy na wizerunku i rodzinne traumy, a dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie ma kształt złotej klatki. Victoria uważa, że zapomnienie i samotność zawsze chronią. Zagmatwane intrygi, towarzystwo kilku ekscentrycznych dusz i bliskość chłopca o czarnych oczach każą jej jednak podejrzewać, że pamięć, choć bolesna, oraz otworzenie się na więzi z innymi, choć trudne, mogą poskładać człowieka na nowo. Victoria uparcie się temu opiera przez nieznośny hałas myśli, które nie pozwalają jej działać inaczej niż dotąd.

Aż w jednym momencie… świat Victorii milknie.


Na szczęście moje oczekiwania zostały nie tylko spełnione, ale wielokrotnie przekroczone. Obserwujemy, jak pierwotny układ między Victorią Clark a Nathaniel’em zaczyna pękać. Choć początkowo wydawało się, że ich plan i wzajemne porozumienie są niemal idealne, autorka umiejętnie wprowadza momenty napięcia, które ujawniają, że ten z pozoru solidny fundament w każdej chwili może zacząć się osuwać. Równolegle poznajemy sekrety elity, jedno zaproszenie otwiera bramę do świata, gdzie pod maską perfekcji, kryją się przekazywane z pokolenia na pokolenie traumy.

Mam wrażenie, że w tej części najwidoczniejsze są zmiany zachodzące w głównych bohaterach. Victoria dotąd znana z chłodnej kalkulacji, konsekwencji i żelaznej kontroli nad każdą sytuacją, zaczyna coraz częściej tracić grunt pod nogami. Jej pewność siebie zaczyna pękać w miejscach najbardziej wrażliwych. Za maską silnej dziewczyny kryje się ogromna potrzeba akceptacji i strach przed tym, że nikt nie będzie w stanie znieść jej prawdziwej, nieidealnej wersji. I nagle coś pęka. Po raz pierwszy dopuszcza do siebie myśl, że nie wszystko da się zaplanować czy przeanalizować. Każda jej decyzja okazuje się mieć większą wagę niż wcześniej, a każde słowo może zranić głębiej, niż była gotowa przyznać. Do głosu dochodzą również jej obawy przed samotnością, tym rodzajem samotności, który nie wynika z braku ludzi wokół, lecz z poczucia, że nikt nie widzi jej prawdziwie. I po raz pierwszy Victoria zaczyna kwestionować cenę, jaką płaci za swoją niezależność.

Nathaniel również przechodzi przemianę, jego relacja z Victorią przestaje być pełna nienawiści i podstawiania sobie nóg, a zamiast tego staje się choć trochę wypełniona zrozumieniem i chęcią pomocy drugiej osobie. Zaczyna rozumieć wagę własnych czynów. Nie jest już chłopakiem, który szuka rywalizacji, wybucha z byle powodu czy prowadzi małe wojny, żeby udowodnić sobie lub innym, że ma kontrolę. W jego zachowaniu pojawia się coś, czego wcześniej mu brakowało. Po raz pierwszy patrzy na swoje reakcje z dystansu, analizuje je i zaczyna wyciągać wnioski. Charakterystyczny dla niego wewnętrzny chaos ustępuje miejscu świadomości. Pora na wspomnienie o bardzo ważnym dla mnie aspekcie, którego nie mogę pominąć. Mimo zachęcającego opisu, przykuwającej wzrok okładce, czy zachwytów innych, książka ta jest nieodpowiednia dla osób poniżej osiemnastego roku życia, sięgając po nią, pamiętajcie o tym.
Podsumowując “Rozkwit. Faza II” autorstwa Katarzyna Barlińska vel P.S. HERYTIERA - "Pizgacz" to bardzo dobra kontynuacja, która nie tylko rozwija wątki znane z poprzednich części, ale wnosi również do serii nowe emocje. Pod wieloma względami napewno zapadnie w mojej pamięci, a zwłaszcza dzięki temu, że zzytając tę część, miałam wrażenie, jakbym na moment wyszła z własnego życia i weszła prosto w emocje, które dawno temu nauczyły mnie kochać czytanie. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że dokładnie tak czułam się lata temu, kiedy każda książka była odkryciem, a każda emocja przeżywana przez bohaterów stawała się częścią mnie. To uczucie powrotu, choć na chwilę tamtej wersji mnie, było ciekawym doświadczeniem, a zarazem niezwykle ekscytującym, bo czytając tę książkę, nie czułam się, jakbym czytała ją obecna ja, tylko właśnie ta młodsza skupiona na tu i teraz.



Bitter. Rozkwit. Faza 2" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa