Tytuł: Kapsuła
Autor: Wojciech Wójcik
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Liczba stron: 536
Data wydania: 28-10-2025
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Moja ocena: 8.5/10
Wow. Tylko tyle i aż tyle, bo to jedno słowo - w zależności od kontekstu potrafi wyrazić naprawdę wiele emocji. A w przypadku "Kapsuły" Wojciecha Wójcika jest ich sporo.
Nieco przewrotnie, zacznę tę recenzję od końca. W posłowiu, sam autor pisze o sobie: jednym z moich pisarskich idoli jest od wielu lat Harlan Coben. I z tym zdaniem zrozumiałam dlaczego powieść którą miałam w rękach zdecydowanie zakwalifikowała się do tych, dla których warto zarwać noc i nadwyrężyć oczy w inny sposób niż tylko przed błękitnym ekranem. Daję słowo, że historia przedstawiona na jej kartach jest zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż rolki i retuszowane zdjęcia.
Justyna Wysocka, bibliotekarka, zostaje wyznaczona do organizacji obchodów czterdziestolecia szkoły. Jedną z głównych atrakcji ma być prezentacja pamiątek z odnalezionej kapsuły czasu. Gdy na ekranie pojawia się zdjęcie nagiej kobiety, uroczysta atmosfera pryska. Justyna podejrzewa, że odpowiadają za to uczniowie z klasy IIIc. Ale to dopiero początek. Jeszcze tego samego wieczoru w szkole wybucha pożar. Ginie nauczyciel, o którym krążyły niepokojące plotki. W tym samym czasie znika uczennica, a jej kolega z klasy odkrywa, że podała jego adres jako miejsce, do którego rzekomo się wybierała– choć tam nie dotarła.
Im głębiej bohaterowie zanurzają się w przeszłości, tym mroczniejsze tajemnice wychodzą na jaw. Kim była kobieta ze zdjęcia? Dlaczego wykonano je w ogrodzie ucznia? I co oznacza drewniany krzyż, który ktoś po latach postawił w tym samym miejscu? W szkole wszyscy mają coś do ukrycia, a historia sprzed lat jeszcze się nie skończyła...
(opis wydawnictwa)
Osadzenie powieści w realiach polskiej szkoły jest w mojej ocenie zabiegiem ryzykownym, wymagającym dobrego warsztatu literackiego i co najmniej dobrego pomysłu, który będzie konsekwentnie realizowany, w przeciwnym razie może - kolokwialnie mówiąc - nie wypalić. Wojciech Wójcik zdecydowanie stanął w tej materii na wysokości zadania, choć przyznam szczerze, że w rzeczywistość legnickich licealistów trzeba się wciągnąć.
Trzeba też polubić bohaterów, a przyznam szczerze, że nauczycielka od której zaczyna się całe zamieszanie z początku działała mi nieco na nerwy. Nie mam tutaj na myśli tego, że była czarnym charakterem, wręcz przeciwnie, jednak odebrałam ja jako nieco gapowatą, pozbawioną bystrości, co spowolniło tempo mojego czytania na kilkadziesiąt stron. Wrażenie to uległo w dalszej części złagodzeniu, zwłaszcza że w polu widzenia pojawiły się inne postacie, nieco bardziej wyraziste, i takie których obecność miała zdecydowanie większy wpływ na przebieg zdarzeń i rozwikłanie zagadek z przeszłości. Do moich ulubieńców zdecydowanie zaliczał się pan Mariusz - emerytowany policjant, pracownik szkoły, który na własną rękę postanowił prowadzić dochodzenie w sprawie. A ponieważ mamy do czynienia z osadzeniem wydarzeń w małej miejscowości, dla kolorytu autor dorzucił jeszcze uwielbianego lokalnego księdza, uważną sklepikarkę, dyrektora ze wstydliwym problemem (o którym nikt przecież nie wiedział) no i uczniów o różnym charakterze i różnej - często burzliwej przeszłości. Co więcej - uczniów zarówno obecnych jak i uczniów - absolwentów sprzed 40 lat.
Za ten koloryt, przekrój przez różne warstwy społeczne, przeplatające się ze sobą wątki psychologiczne, trudne tematy, jak choćby (uwaga, SPOILER) nieodwzajemniona miłość do nauczyciela i jej konsekwencje, a także swego rodzaju zaburzenia na różnym tle - gigantyczny plus. Tak poprowadzona akcja i zgłębienie tematu nie następuje w ciągu jednego dnia. Z jednej strony widać spory nakład pracy autora, ale z drugiej - nie jest on wymuszony ani nachalny, czuć lekkie pióro i swego rodzaju wyważenie, ponieważ elementy psyche nie tłamszą w żaden sposób świetnie skonstruowanego thrillera/powieści sensacyjnej/kryminału.
Kiedy czytelnikowi wydaje się, że rozwiązanie jest już na wyciągnięcie ręki, kiedy wraz z Bartkiem i Sofią krąży po legnickich (i nie tylko) uliczkach, zagłębiając się w coraz bardziej zagmatwany labirynt i odkrywa kolejne zagadki i tajemnice autor nagle zupełnie zmienia kierunek, myląc tropy i wodząc za nos. I to tylko po to, żeby w następnej części przenieść nas w zupełnie inne miejsce zdarzeń do zupełnie innych bohaterów. Ale wiecie co? Te skoki wcale nie są na tyle częste, żeby zaburzyło to odbiór całości czy spowodowało, że czytelnik pogubi się w wydarzeniach, i tu przejawia się zdecydowanie przemyślana konstrukcja powieści. Wszystko ma swoje miejsce i czas, zgrabnie prowadząc do finału, którego nie sposób przewidzieć, i który jest sporym zaskoczeniem.
Warto przy tym wspomnieć, że pomimo iż książka to kryminał/thriller w żaden sposób nie epatuje brutalnością. Krew nie leje się tu w każdym rozdziale, a opisy obrażeń nie ciągną się stronami. Sprawia to, że powieść jest dobra dla osób o nieco słabszych nerwach, bo pomimo - a może dzięki - pominięciu tych elementów, tak przecież charakterystycznych dla gatunku, trzyma w napięciu do ostatniej strony. Ostatnie kilkadziesiąt z nich dosłownie połknęłam, niemal zmuszając się do tego, aby nie pomijać całych fragmentów tekstu :D
Moje pierwsze spotkanie z Wojciechem Wójcikiem zdecydowanie dopiero otwiera drzwi do dalszej przygody z jego twórczością, a patrząc całkowicie subiektywnie - skoro Harlan Coben mógł podjąc literacką współpracę z Reese Whiterspoon to kto wie co przyniesie przyszłość?


